...
Artykuł
21.11.2025

Koniec improwizacji. Czas na planowanie i strategię

Michał Pakulniewicz
Analityk
Odbicia na rynku transportowym póki co nie ma. Co najwyżej można mówić o stabilizacji. Przewoźnicy jednak nie próżnują – tylko optymalizują działalność – by wzmocnić swoją pozycję wobec rosnącej konkurencji - takie wnioski płyną z debaty zorganizowanej przez Polski Instytut Transportu Drogowego (PITD) podczas niedawnych targów Translogistica Poland 2025.

Mijający rok nie przyniósł jakiegoś znacznego odbicia na rynku.

- Z naszej perspektywy widzimy stabilizację rynku i delikatne odbicie. Natomiast nadal nie jest to na co liczymy i na co czekamy – mówi Karol Kupczak, dyrektor ds. transportu w Flash-Logistic. – W 2025 r. skupiliśmy się na kalkulacji, liczeniu, porządkowaniu i szukaniu nowej efektywności.

Podobnie sytuację na rynku widzi także Grupa Transportowa.

- Bieżący rok jest rokiem stabilizacji i przygotowaniem do kolejnego – podsumowuje Rafał Łuczak, dyrektor wsparcia biznesu i IT w grupie. – Owszem jest więcej zleceń, ale ich kaloryczność jest dużo mniejsza – dodaje.

Bez fajerwerków w szklanej kuli

Oczekiwania wobec przyszłego roku przewoźnicy także mają ostrożne.

- Sądzę, że wolumeny powinny delikatnie wzrosnąć w przyszłym roku, natomiast rynek nadal pozostanie ciężki – twierdzi Karol Kupczak.

Również Rafał Łuczak uważa, że na mocne odbicie trzeba będzie chwilę poczekać.

- Pierwszy i drugi kwartał mogą nawet przynieść lekkie ochłodzenie – twierdzi Łuczak.

Przedstawiciel Grupy Transportowej wspomniał o spodziewanej fali zwolnień w polskiej gospodarce, a wzrost bezrobocia położy się cieniem na konsumpcji i sprzedaży detalicznej.

W drugiej połowie przyszłego roku sytuacja ma się poprawić a liczba zleceń na rynku wzrosnąć, ale pojawia się inne pytanie.

- Czy my te większe wolumeny przewieziemy? Czy mamy tak dużo aut, kierowców, mocy przewozowych? – zastanawia się Rafał Łuczak.

Święta lepsze, ale czy to dobrze?

Podobne obawy ma wobec okresu świątecznego Marcin Wolak, prezes GPW Logistics. Obawia się on jednak, iż kombinacja niskiej podaży transportu I wzrostu zamówień przedświątecznych mogą sprawić, iż prezenty od św. Mikołaja dotrą do nas z opóźnieniem.

- Im większy będzie ten “peak” tym trudniej będzie przewoźnikom zrealizować te zapotrzebowania – twierdzi.

Karol Kupczak z Flash-Logistic dostrzega, iż tegoroczny sezon świąteczny jest dużo lepszy niż poprzednie gdy popyt był mocno przytłumiony

- Zdecydowanie widzimy tu wzrost wolumenu. Chcemy jak najwięcej wyciągnąć z tego okresu grudniowego, może nie gorącego lecz letniego, ale zdecydowanie widzimy wzrost po tych ostatnich turbulencjach i kilku poprzednich grudniach – mówi Karol Kupczak.

Nie ma komu jeździć

Ale tu dochodzimy do jednego z głównych problemów z jakimi boryka się rynek transportowy jakim jest niedobór mocy przewozowych. Szczególnie przy jednoczesnym zauważalnym wzroście liczby ładunków.

- Dochodzi do rozwarcia nożyc między popytem a podażą – obrazowo określa to Rafał Łuczak.

Niedobór mocy wiąże się przede wszystkim z brakiem kierowców na rynku.

- Cały czas brakuje systemowego podejścia do kształcenia kierowców, do rozwijania tego zawodu przy pomocy naszej lokalnej kadry. Stawia się na zatrudnianie obcokrajowców - Marcin Wolak z GPW Logistics.

Dodaje jednak, iż z pomocą może sektorowi transportowemu paradoksalnie przyjść automatyzacja gospodarki, a zwłaszcza przemysłu.

- Tam można szukać potencjalnie osób które zostaną zwolnione i będą chciały się przekwalifikować, zmienić pracę – dodaje Wolak.

Spodziewany wzrost stawek

Ten spadek podaży zauważają także załadowcy.

- Widzimy, że mniejsi przewoźnicy zaczęli mniej dla nas jeździć, za to ci więksi zaczęli obsługiwać większe wolumeny – mówi Marek Harasny, dyrektor departamentu logistyki i spraw celnych w KGHM.

- Zauważyliśmy też wzrost stawek o 15-20% w przeciągu wakacji – zauważa Marek Harasny.

Harasny konstatuje, iż zauważalny wzrost stawek może wreszcie doprowadzi do poprawy sytuacji przewoźników.

Jako analogię przytacza zapaść na rynku przewoźników z lat 2010-12, po którym jednak czasie stawki odbiły i przewoźnicy się odrodzili.

-Skoro stawki idą w górę może transport stanie się coraz bardziej opłacalny – liczy Harasny.

Rynek przewoźnika

Niedobór przewoźników choć bolesny dla załadowców dla samych firm przewozowych jest szansą.

-Dziś to przewoźnik decyduje z kim będzie realizował transporty – mówi Karol Kupczak. – Nie wystarczy już zaoferować dobrej stawki. Trzeba być przewidywalnym dla tego przewoźnika, zapewnić mu terminowe płatności, odpowiednie relacje, partnerstwo.

Jak uratować marże

Sam wzrost stawek może jednak nie wystarczyć by uratować spadające, z powodu wysokich kosztów operacyjnych, marże. Owe niskie marże i brak zyskowności są drugą istotną przyczyną niskiej podaży mocy przewozowych na rynku. Wiele firm nie było w stanie podołać lawinowym wzrostom kosztów w ostatnich latach i musiało zawiesić działalność. Wiele balansuje na krawędzi.

Rafał Łuczak i Karol Kupczak solidarnie wskazują na automatyzację i digitalizację jako remedium na spadające marże.

- Nie skupiajmy się tylko na obrotach, owszem są one ważne, ale poprzez optymalizację i automatyzację możemy znacznie poprawić marżowość – tłumaczy przedstawiciel Grupy Transportowej.

Co pozwolić może choćby na ponoszenie większych wydatków w związku z zatrudnieniem i utrzymaniem kierowców bez uszczerbku na finansach firmy.

- My także chcemy coś uszczknąć z naszego obrotu. I widzimy, że coś więcej z tej cienkiej jak papier marży u nas zostaje – wtóruje mu Karol Kupczak z Flash-Logistic.

Czas na planowanie...

Dlatego Rafał Łuczak uważa, iż najbliższy czas powinien być dla firm transportowych “czasem na strategię”.

- Zacznijmy myśleć jak to robić. Inwestujcie w innowację, inwestujcie w optymalizację – apeluje przedstawiciel Grupy Transportowej.

Dodaje, że coraz więcej małych i średnich przedsiębiorstw zaczyna zauważać konieczność i korzyści z automatyzacji. Jak twierdzi Rafał Łuczak, najkorzystniejszym rozwiązaniem dla takich mniejszych firm jest współpraca z większą grupą, która jest w stanie zapewnić dostęp do drogich nowoczesnych technologii.

...bo konkurencja nie śpi

Jest to istotne szczególnie w kontekście konkurencyjności polskich przewoźników, którzy coraz mocniej czują na plecach oddech konkurencji z innych krajów regionu. Choć polski sektor transportowy nadal jest numerem jeden w Europie pod względem zrealizowanej pracy przewozowej, udziały polskich przewoźników nie rosną. Za to stopniowo coraz większy fragment tortu przypada firmom z Rumunii, Litwy czy Czech.

- Rynki transportowe w tych krajach nie są tak zdecentralizowane jak u nas. Przede wszystkim funkcjonują tam prawdziwe molochy transportowe, dzięki czemu mają one już wzdrożone w większości automatyzacje przez co stają się dużo bardziej konkurencyjni – tłumaczy Karol Kupczak.

- Dzisiaj strategia i planowanie są kluczowe. Nie ma już miejsca na improwizację – dodaje przedstawiciel Flash-Logistic.



Fot. PITD

Skontaktuj się z autorem

Udostępnij: