

Mijający rok nie przyniósł jakiegoś znacznego odbicia na rynku.
- Z naszej perspektywy widzimy stabilizację rynku i delikatne odbicie. Natomiast nadal nie jest to na co liczymy i na co czekamy – mówi Karol Kupczak, dyrektor ds. transportu w Flash-Logistic. – W 2025 r. skupiliśmy się na kalkulacji, liczeniu, porządkowaniu i szukaniu nowej efektywności.
Podobnie sytuację na rynku widzi także Grupa Transportowa.
- Bieżący rok jest rokiem stabilizacji i przygotowaniem do kolejnego – podsumowuje Rafał Łuczak, dyrektor wsparcia biznesu i IT w grupie. – Owszem jest więcej zleceń, ale ich kaloryczność jest dużo mniejsza – dodaje.
Oczekiwania wobec przyszłego roku przewoźnicy także mają ostrożne.
- Sądzę, że wolumeny powinny delikatnie wzrosnąć w przyszłym roku, natomiast rynek nadal pozostanie ciężki – twierdzi Karol Kupczak.
Również Rafał Łuczak uważa, że na mocne odbicie trzeba będzie chwilę poczekać.
- Pierwszy i drugi kwartał mogą nawet przynieść lekkie ochłodzenie – twierdzi Łuczak.
Przedstawiciel Grupy Transportowej wspomniał o spodziewanej fali zwolnień w polskiej gospodarce, a wzrost bezrobocia położy się cieniem na konsumpcji i sprzedaży detalicznej.
W drugiej połowie przyszłego roku sytuacja ma się poprawić a liczba zleceń na rynku wzrosnąć, ale pojawia się inne pytanie.
- Czy my te większe wolumeny przewieziemy? Czy mamy tak dużo aut, kierowców, mocy przewozowych? – zastanawia się Rafał Łuczak.
Podobne obawy ma wobec okresu świątecznego Marcin Wolak, prezes GPW Logistics. Obawia się on jednak, iż kombinacja niskiej podaży transportu I wzrostu zamówień przedświątecznych mogą sprawić, iż prezenty od św. Mikołaja dotrą do nas z opóźnieniem.
- Im większy będzie ten “peak” tym trudniej będzie przewoźnikom zrealizować te zapotrzebowania – twierdzi.
Karol Kupczak z Flash-Logistic dostrzega, iż tegoroczny sezon świąteczny jest dużo lepszy niż poprzednie gdy popyt był mocno przytłumiony
- Zdecydowanie widzimy tu wzrost wolumenu. Chcemy jak najwięcej wyciągnąć z tego okresu grudniowego, może nie gorącego lecz letniego, ale zdecydowanie widzimy wzrost po tych ostatnich turbulencjach i kilku poprzednich grudniach – mówi Karol Kupczak.
Ale tu dochodzimy do jednego z głównych problemów z jakimi boryka się rynek transportowy jakim jest niedobór mocy przewozowych. Szczególnie przy jednoczesnym zauważalnym wzroście liczby ładunków.
- Dochodzi do rozwarcia nożyc między popytem a podażą – obrazowo określa to Rafał Łuczak.
Niedobór mocy wiąże się przede wszystkim z brakiem kierowców na rynku.
- Cały czas brakuje systemowego podejścia do kształcenia kierowców, do rozwijania tego zawodu przy pomocy naszej lokalnej kadry. Stawia się na zatrudnianie obcokrajowców - Marcin Wolak z GPW Logistics.
Dodaje jednak, iż z pomocą może sektorowi transportowemu paradoksalnie przyjść automatyzacja gospodarki, a zwłaszcza przemysłu.
- Tam można szukać potencjalnie osób które zostaną zwolnione i będą chciały się przekwalifikować, zmienić pracę – dodaje Wolak.
Ten spadek podaży zauważają także załadowcy.
- Widzimy, że mniejsi przewoźnicy zaczęli mniej dla nas jeździć, za to ci więksi zaczęli obsługiwać większe wolumeny – mówi Marek Harasny, dyrektor departamentu logistyki i spraw celnych w KGHM.
- Zauważyliśmy też wzrost stawek o 15-20% w przeciągu wakacji – zauważa Marek Harasny.
Harasny konstatuje, iż zauważalny wzrost stawek może wreszcie doprowadzi do poprawy sytuacji przewoźników.
Jako analogię przytacza zapaść na rynku przewoźników z lat 2010-12, po którym jednak czasie stawki odbiły i przewoźnicy się odrodzili.
-Skoro stawki idą w górę może transport stanie się coraz bardziej opłacalny – liczy Harasny.
Niedobór przewoźników choć bolesny dla załadowców dla samych firm przewozowych jest szansą.
-Dziś to przewoźnik decyduje z kim będzie realizował transporty – mówi Karol Kupczak. – Nie wystarczy już zaoferować dobrej stawki. Trzeba być przewidywalnym dla tego przewoźnika, zapewnić mu terminowe płatności, odpowiednie relacje, partnerstwo.
Sam wzrost stawek może jednak nie wystarczyć by uratować spadające, z powodu wysokich kosztów operacyjnych, marże. Owe niskie marże i brak zyskowności są drugą istotną przyczyną niskiej podaży mocy przewozowych na rynku. Wiele firm nie było w stanie podołać lawinowym wzrostom kosztów w ostatnich latach i musiało zawiesić działalność. Wiele balansuje na krawędzi.
Rafał Łuczak i Karol Kupczak solidarnie wskazują na automatyzację i digitalizację jako remedium na spadające marże.
- Nie skupiajmy się tylko na obrotach, owszem są one ważne, ale poprzez optymalizację i automatyzację możemy znacznie poprawić marżowość – tłumaczy przedstawiciel Grupy Transportowej.
Co pozwolić może choćby na ponoszenie większych wydatków w związku z zatrudnieniem i utrzymaniem kierowców bez uszczerbku na finansach firmy.
- My także chcemy coś uszczknąć z naszego obrotu. I widzimy, że coś więcej z tej cienkiej jak papier marży u nas zostaje – wtóruje mu Karol Kupczak z Flash-Logistic.
Dlatego Rafał Łuczak uważa, iż najbliższy czas powinien być dla firm transportowych “czasem na strategię”.
- Zacznijmy myśleć jak to robić. Inwestujcie w innowację, inwestujcie w optymalizację – apeluje przedstawiciel Grupy Transportowej.
Dodaje, że coraz więcej małych i średnich przedsiębiorstw zaczyna zauważać konieczność i korzyści z automatyzacji. Jak twierdzi Rafał Łuczak, najkorzystniejszym rozwiązaniem dla takich mniejszych firm jest współpraca z większą grupą, która jest w stanie zapewnić dostęp do drogich nowoczesnych technologii.
Jest to istotne szczególnie w kontekście konkurencyjności polskich przewoźników, którzy coraz mocniej czują na plecach oddech konkurencji z innych krajów regionu. Choć polski sektor transportowy nadal jest numerem jeden w Europie pod względem zrealizowanej pracy przewozowej, udziały polskich przewoźników nie rosną. Za to stopniowo coraz większy fragment tortu przypada firmom z Rumunii, Litwy czy Czech.
- Rynki transportowe w tych krajach nie są tak zdecentralizowane jak u nas. Przede wszystkim funkcjonują tam prawdziwe molochy transportowe, dzięki czemu mają one już wzdrożone w większości automatyzacje przez co stają się dużo bardziej konkurencyjni – tłumaczy Karol Kupczak.
- Dzisiaj strategia i planowanie są kluczowe. Nie ma już miejsca na improwizację – dodaje przedstawiciel Flash-Logistic.
Fot. PITD